„Nadeszła kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: „Daj Mi pić!„(J 4,7)
Jak trudno uzmysłowić sobie, że sam Bóg czegoś ode mnie chce. Zwraca się do mnie osobiście, nie do jakiegoś bezosobowego tłumu. Jak uświadomić sobie, że mogę odpowiedzieć na pragnienie samego Boga… To totalna zmiana, z postawy nastawionej na branie, listę próśb, na gotowość do dawania siebie, rozlewania innym Miłości Bożej (która jest w moim sercu, zwłaszcza, gdy z wiarą przyjmuję Eucharystię i staję się w ten sposób jakby tabernakulum, ale takim, które przepuszcza światło i pozwala się innym ogrzać i przytulić). To niesamowite, że każdy człowiek ma możliwość okazywania miłości samemu Bogu i zaspokajania Jego pragnienia naszej miłości. To się mieści jedynie w boskiej logice! Nie w ludzkiej matematyce, w której dzielenie nagle nie zmienia się w mnożenie.
„Nadchodzi jednak godzina, nawet już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli chce mieć Ojciec” (J 4,23)
Gdy oglądałam któryś już z kolei odcinek serialu „The Chosen” uderzyło mnie to, jak często Jezus oddalał się, by się modlić, jak często też mówił o swoim Ojcu, o tym, że Ten Go posłał, że wypełnia Jego wolę. Dziwiła mnie moja nieuważność, bo przecież nie jest to wymysł amerykańskich twórców serialu, tylko fakt zawarty w Słowie Bożym, bo przecież wszystko, co robi Pan Jezus, czynione jest zawsze w jedności z Ojcem. Jak to się w takim razie dzieje, że prawdziwe oblicze Ojca (kochającego Tatusia) rozmywa się nam przed oczami lub zmienia się w zniekształcony obraz zupełnie kogoś innego? Dlaczego, patrząc na Ukrzyżowanego Jezusa, nie dostrzegamy Ojca trzymającego belkę krzyża? Co robimy źle, że nie widzimy, że On chce być poznawany, kochany i czczony, podobnie jak Jezus i poprzez Jezusa?
