3. W górę serca

„Jeśli razem z Chrystusem powstaliście z martwych, szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus, zasiadający po prawicy Boga. Dążcie do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi.” (Kol 3, 1-2)

To „jeśli” jest kluczowe, gdyż nie można naśladować kogoś, kto według nas nie żyje, jest postacią wyłącznie historyczną czy tylko hipotetyczną. Ciągła przemiana zmierzająca do upodobnienia się w Chrystusa musi zacząć się od wiary w Jego zmartwychwstanie i obecność w świecie. Może na tym polega właśnie nasz codzienny dramat, że pozwalamy zbyt często sami sobie na zagłuszenie pytania o to, kim dla mnie jest Jezus Chrystus. Mnie drażniło bardzo, gdy pierwszy raz je sobie zadałam. Gdy po raz pierwszy usłyszałam je głęboko w sercu. Ze wzruszeniem i dalej trwającą radością wspominam natomiast moment uznania Go za mojego Pana i Zbawiciela.

Tak chętnie rozliczałam innych z ich wiary, autentyczności ich relacji z Bogiem. Szczególnie wygórowane wymagania miałam względem kapłanów czy osób konsekrowanych. Tak jakby pytanie Jezusa „czy miłujesz Mnie więcej  aniżeli ci?” było poza moim zasięgiem i zarezerwowane było tylko dla nich. Działało to także w drugą stronę, gdyż wydawało się, że nie są zwykłymi ludźmi, nie mogą być dziećmi, które prędko nuży sen, niedoskonałymi, łatwo psującymi się narzędziami w rękach wszechpotężnego Boga, wędrowcami zagubionymi we mgle w poszukiwaniu sensu. Jak często mój wzrok podczas Eucharystii zatrzymywał się właśnie na powierzchowności kapłana, zamykając serce na cud, który dokonywał się bez względu na to, jak bardzo święty lub „nieświęty” był odprawiający Mszę.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *